3 marca '10r.
Zatopione w gęstej mazi, uszkodzone auta, brak dojazdu i dojścia do szkoły, pracy, sklepu. Mieszkańcy Tomic stracili cierpliwość.
Od soboty do poniedziałku otrzymaliśmy kilka telefonów zrozpaczonych mieszkańców wsi. – Nie mogę ruszyć się z domu, samochód utknął mi na drodze. W gminie nikt nie odpowiada na telefony, czujemy się całkowicie bezradni – alarmowali nas ludzie z Tomic, szczególnie z ulic Kochanowskiego i Reja, zabudowanych w znacznej mierze nowymi domami.
Dziś rano w błocie zakopała się ciężarówka...
W poniedziałkowe popołudnie na skrzynkę naszego
Sygnału przyszedł list Karoliny Isio-Kurpińskiej: „Uważam za konieczne nagłośnienie sytuacji mieszkańców Kątów i Tomic, ulic Kochanowskiego i Reja. W związku z rozpoczętymi jesienią i niezakończonymi przed zimą pracami przy budowie kanalizacji nasza obecna sytuacji jest... surrealistyczna: mieszkańcy są dosłownie uwięzieni w swoich domach. Przejechanie którąkolwiek z dróg dojazdowych (Kochanowskiego w stronę szosy na Piaseczno, Kochanowskiego w stronę Wólki lub Reja do szosy na Piaseczno) samochodem osobowym jest fizycznie niemożliwe: śmiałkowie, którzy próbują tego dokonać, kończą zakopani w głębokim błocie, czekając na ciągnik, przy okazji skutecznie blokując przejazd dla innych. Samochody z wyższym zawieszeniem czasem są w stanie przedrzeć się przez błoto, niestety za każdym razem kierowca zadaje sobie pytanie: Czy tym razem dojadę? W naszym gospodarstwie domowym są trzy samochody, a konieczne było właściwie ciągnięcie losów, kto w poniedziałek pojedzie do pracy. Nie wspominam o takich „drobiazgach”, jak niemożność dojechania zorganizowanego przez gminę transportu dziecka niepełnosprawnego do szkoły, heroiczne wysiłki listonosza... Dziś rano w błocie zakopała się ciężarówka, sądzę więc, że nie możemy liczyć na odbiór śmieci czy dowóz oleju opałowego.
Pozostaje oczywiście komunikacja miejska, jednak piesze dotarcie do szosy to również nie lada wyzwanie: grzęźnięcie po kolana w błocie, wypełnione wodą rowy. Poza tym pojawienie się w pracy w kaloszach raczej nie będzie mile widziane. Liczne interwencje u władz gminy na chwilę obecną pozostają bez odzewu. Zastanawiam się, co się stanie, jeśli będzie konieczność wezwania pogotowia, straży pożarnej, policji. Czy potrzeba tragedii, aby coś zrobiono w tej sprawie?”.
Żadnej drogi ewakuacji
We wtorek rano wybraliśmy się do Tomic z kamerą. Z niemałą trudnością dotarliśmy do skrzyżowania ulic Reja i Kochanowskiego. Wielu naszych rozmówców po prostu wolało zostawić auto przy wyjeździe na szosę krajową nr 79 i pójść do domów pieszo, nawet kilometr, półtora. Kilka ulic wsi „zwiedziliśmy”, brnąc w błocie. W mijanych przez nas bajorach leżało kilka elementów podwozia, w tym pokrywa od silnika. – Żadnej drogi ewakuacyjnej – narzekali napotkani mieszkańcy.
Przed budową kanalizacji, którą objęto wszystkie drogi dojazdowe do wsi (wiceburmistrz Dariusz Zieliński tłumaczy, że tak musiała być ta inwestycja poprowadzona), każda z ulic była w miarę utwardzona (znacznym wysiłkiem mieszkańców) i przejezdna. W czasie budowy kolektora na wierzch wywleczono glinę i tak pozostała na zimę. Gdy przyszła odwilż, auta zaczęły tonąć w mazi.
W sobotę i wczoraj interweniowaliśmy u wiceburmistrza Dariusza Zielińskiego. Po wtorkowej rozmowie z kierownikiem robót z firmy Wod-Ka-Mel z Białej Podlaskiej, wykonawcą kanalizacji, Zieliński zapewnił nas, że przede wszystkim ul. Reja, a także ul. Prusa zostaną jak najszybciej doprowadzone do stanu pełnej przejezdności. We wtorek wieczorem, po sprawdzeniu stanu utwardzenia dróg, wiceburmistrz poinformował Gorakalwaria.net, że „wykonawca wykonuje swoje zobowiązania zgodnie z ustaleniami i roboty będą kontynuowane w środę”. – Podtrzymujemy założenie, że do czasu poprawy pogody na strategicznej drodze ul. Reja nie będą prowadzone dalsze prace kanalizacyjne ani budowa przyłączy, aby mieszkańcy mieli zapewniony dojazd do domów – dodał.
(ks, pc)